NL    PL link    ENG link

Dowgwillo_kop

Witamyblok wit|blok witNazwiskoblok wit|blok witHerbblok wit|blok witGenealogiablok wit|blok witKoligacjeblok wit|blok witAlbumy i wspomnieniablok wit|blok witHonor i Ojczyzna
Zdjęcia bezdomneblok wit| blok witAktualnościblok wit|blok witWarto przeczytaćblok wit|blok witWarto zobaczyćblok wit|blok witŻołnierze Wyklęciblok wit|blok witMatki Polkiblok wit
Polskie Kresyblok wit|blok witLekcja historiiblok wit|blok witŚpiewnik wileńskiblok wit|blok witPolecane witrynyblok wit|blok witBiblioteka

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

UCZCIJMY PAMIĘĆ WSZYSTKICH - Stanisław Srokowski
październik 2014 r.

Sejm uczcił pamięć ofiar niemieckich zbrodni dokonanych na polskiej inteligencji Pomorza Gdańskiego. Wcześniej nie chciał tego uczynić wobec ofiar ludobójstwa na Kresach. W komunikacie z tego wydarzenia czytamy: "W 75. Rocznicę wybuchu II Wojny Światowej Sejm Rzeczpospolitej Polskiej czci pamięć bohaterów i męczenników, ofiar masowej zbrodni niemieckiej dokonanej na ludności cywilnej w lasach piaśnickich, w lesie Szpęgawskim i Mniszku. Była to pierwsza zbrodnia ludobójstwa dokonana w czasie II Wojny Światowej. W okresie od jesieni 1939 r. do wiosny 1940 r. Niemcy zamordowali prawie 30 tys. osób, głównie przedstawicieli polskiej elity intelektualnej z Pomorza Gdańskiego, ale także Polaków z Trzeciej Rzeszy skazanych za działalność patriotyczną, oraz Czechów i Niemców, którzy sprzeciwili się polityce hitlerowców. Ofiary były więzione w pobliskim Wejherowie i tam torturowane, a następnie mordowane i zakopywane w masowych grobach w lasach piaśnickich. Miejsce to dla wszystkich Polaków, szczególnie Kaszubów zamieszkujących Pomorze i Kociewiaków, stało się symbolem męczeństwa i martyrologii. Szczególną orędowniczką ofiar jest zamordowana w lasach piaśnickich siostra Alicja Kotowska, przełożona domu zakonnego Sióstr Zmartwychwstanek w Wejherowie, ogłoszona błogosławioną przez Ojca św. Jana Pawła II 13 czerwca 1999 r. w gronie 108 męczenników z okresu II Wojny Światowej. Sejm Rzeczpospolitej Polskiej oddaje hołd ofiarom zbrodni ludobójstwa na Pomorzu Gdańskim". Warto w tym kontekście przypomnieć kilka ważnych wypowiedzi, które pozwalają nam lepiej zrozumieć istotę tych tragicznych wydarzeń. Adolf Hitler przed napaścią na Polskę, w sierpniu 1939 r. tak przemawiał do dowódców Wehrmachtu: "Celem wojny nie jest osiągnięcie jakiejś linii geograficznej, ale fizyczna eksterminacja wrogów. Obecnie tylko na wschodzie umieściłem oddziały SS-Totenkopf, dając im rozkaz nieugiętego i bezlitosnego zabijania wszystkich mężczyzn, kobiet i dzieci polskiej rasy i języka, bo tylko tą drogą zdobyć możemy potrzebną nam przestrzeń życiową"

Członkowie Selbstschutzu prowadzą polskich nauczycieli
na egzekucję w Dolinie Śmierci pod Bydgoszczą

Po prawej architekt operacji Tanzenberg
dr. Werner Best (1903-1989)

No i zaczęło się straszliwe wyniszczanie polskiego narodu. Dość szybko Niemcy wymordowali blisko 100 tys. osób, głównie pochodzenia inteligenckiego, nauczycieli, urzędników, profesorów, księży, sędziów, adwokatów, polityków, w przekonaniu, że bez nich łatwiej sobie poradzą z innymi. We wrześniu zaczęły się masowe aresztowania, niemiecka policja bezpieczeństwa (Einsatzgruppen) wkroczyła do szkół, urzędów i parafii, aresztowała uczestników powstań śląskich i powstania wielkopolskiego. W ramach tzw. akcji "Tannenberg" likwidowała rdzeń polskich elit intelektualnych. Chodziło o pozbawienie Polaków przywódców, osób z autorytetem, najbardziej światłej części społeczeństwa. Oprawcy wiedzieli, co robią. Naród pozbawiony przewodników gubi się i zatraca własną tożsamość. I o to właśnie chodziło. Takiemu społeczeństwu łatwiej narzucić swoją wolę. Zaczął się terror, prześladowania, przepełniały się areszty i więzienia, ludzie znikali z domów, a potem w postronnych miejscach, w zagajnikach i lasach byli mordowani. Poza największą falą mordowanych rodaków na Pomorzu równocześnie trwała wywózka Polaków do obozów koncentracyjnych. Na Uniwersytecie Jagiellońskim aresztowanych zostało 183 pracowników naukowych, których umieścili oprawcy w obozie w Sachensenhausen. Fala aresztowań i mordów przesuwała się z jednego regionu do drugiego. W tym samym czasie, o czym niewielu z nas wie, a z pewnością nic o tym nie wie Europa, już od 1 września rozpoczęły się mordy Polaków na Kresach, a nasiliły się i nabrały charakteru masowego 17 września 1939 r., natychmiast po wkroczeniu Armii Czerwonej, którą Ukraińcy powitali bramami triumfalnymi i naręczami kwiatów. Warto ten fakt podkreślić w kontekście mordów niemieckich. To samo, co robiła niemiecka policja na zachodzie i w centrum Rzeczypospolitej, robili też sowieccy agresorzy na wschodzie naszego kraju, a dzielnie pomagali im ukraińscy sprzymierzeńcy spod znaku OUN. Pierwszego masowego mordu dokonali właśnie 17 września 1939 r. Ukraińcy we wsi Sławentyn, w powiecie Podhajce, woj. Tarnopol, wycięli w pień polską społeczność wioski. Mordercy, wśród których byli także sąsiedzi, wyrzynali Polaków przy pomocy noży, siekier i wideł, a jeśli ktoś uciekał, strzelali. Najstraszliwszej kaźni poddana została miejscowa nauczycielka, Zdebowa z domu Małaczyńska. Mordercy znęcali się nad nią przez całą noc, wielokrotnie ją gwałcąc, a potem mordując na raty. Opowiada o tym przerażającym momencie Anna Kozieł, której wspomnienia spisała Magdalena Kolatowska:
[...]"Zrobiłam kolację, a mama poszła do sklepu. Na stole już poukładane było, mąż mój przyjechał i mówię tak do niego: »Mąkę później poznosimy, zjemy kolację wpierw«. Ale tak coś długo mamy nie widzę. Wyleciałam, bo jej tak długo nie ma, a z mamą byłam mocno związana. Pobiegłam aż do studni i patrzę - idzie! I mówię: »Mamo, gdzie byłaś tak długo?«. A ona: »Ty wiesz co, coś niedobrego będzie, bo Ukraińcy stoją tak w kupkach... Zawsze się kłaniali, witali, a teraz nic, tylko stoją i patrzą, i to z widłami i ze szpadlami. Co oni w nocy będą kopać? [...] A tu za chwilę, jak już siedliśmy do tej kolacji [...] słyszymy krzyki: "Uciekajcie, Polacy! Biją nas Ukraińcy! Uciekajcie!" [...] mamę wyciągałam przez okno l...].W czasie, gdy ją wyciągałam, Ukrainiec przyleciał i wbił mi widły w tył głowy. Od razu upadłam i już byłam jak nieżywa. Mama krzyczała, a potem upadła obok. A moja córeczka, biedactwo, koło mnie […]

 

Ofiary ukraińskiego ludobójstwa

 

Mniej więcej w tym samym czasie bandy ukraińskie napadły na Wierzbowiec, Trościaniec, Boków, Litwinów, Szumlany, Płauczę Małą i kilkanaście innych miejscowości, wyrzynając po drodze kogo się tylko dało. O Śzumlanach opowiada Marek A. Koprowski: "Mord w Szumlanach rozpoczął się od sprofanowania rzymskokatolickiego kościoła. Banda rozbiła drzwi kościoła, z którego wyniesiono następnie obrazy, chorągwie, szaty liturgiczne i wszystko to, co się w kościele znajdowało. W akcji brała udział młodzież męska i żeńska. Następnie pocięto na części przedmioty nadające się na przerób spódnic, chustek itp., przy czym przy podziale dochodziło do bójek, a zwyciężał silniejszy. Z kolei uformował się pochód. Kilku z mołojców ubrało się w niezniszczone jeszcze szaty liturgiczne, wsiadło na konie i wśród szyderczych okrzyków, śmiechów i dzikiej wesołości ruszono na wieś. Zabrano oczywiście kielichy, komunikanty i inne świętości, które rozrzucano po drodze. Nie należy zapominać, że zarówno świętokradcy, jak i cała zresztą wieś byli katolikami, tylko obrządku greckiego. Ta profanacja trwała trzy dni, żadnej władzy wtedy nie było. W międzyczasie mordowano nocą rodziny polskie i rabowano ich dobytek. W tym to czasie wymordowano wszystkich Polaków w Szumlanach. Terror zapanował tak straszny, że nawet starsi Rusini nie byli pewni swego życia". Tak więc na Kresach akty ludobójcze na dobre zaczęły się już we wrześniu 1939 r. A potem przeniosły się z województwa tarnopolskiego na Wołyń, gdzie UPA wymordowała 60 tys. Polaków, a z Wołynia z powrotem na Podole i dalej na Pokucie, zostawiając w sumie ok. 200 tys. polskich ofiar z sześciu województw. I tak, jak Hitler powiadał do swoich oficerów, tak samo przemawiali przywódcy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii do swoich setników i wistunów: "Do listopada 1944 r. wyrżnąć Polaków od szesnastego roku życia, spalić wsie, domy, drzewa"- rozkazywał Roman Kłaczkiwski, okryty złą sławą "Kłym Sawur", dowódca UPA-Pół-noc, skazując Wołyń na śmierć. A jego koleżka, Roman Szuchewycz, przewodniczący referatu bojowego Krajowej Egzekutywy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i główny dowódca UPA, dodawał: "Nie trzeba się bać, że ludzie zaczną nas przeklinać za okrucieństwa. Niech spośród 40-milionowej ludności pozostanie połowa - nic strasznego się nie stanie". Obaj mieli dobrego nauczyciela, Hitlera, wzór żołnierski cnót. Nauczyli się, jak mordować, i przerośli mistrza. Ich krwawe zbrodnie trudno porównać do jakich kolwiekinnych. Wyróżniały się okrucieństwem, często wyrafinowaniem i bezwzględnością. Ginęli kompletnie niewinni ludzie, kobiety, starcy i dzieci. Setki tysięcy ofiar. I państwo polskie nie chce o nich pamiętać. Nie chce czcić ich pamięci.

Kresowianie od lat proszą, błagają, żądają, by polski Sejm ustanowił dzień 11 lipca Dniem Pamięci Ofiar Ukraińskiego Ludobójstwa na Kresach. Stowarzyszenia kresowe wystosowywały setki listów, pism, apeli do Sejmu i Senatu, by te uczciły pamięć ofiar ludobójstwa, ale wciąż nie mogą się doczekać właściwej reakcji. Chciałbym spytać, czy Sejm, czcząc pamięć ofiar niemieckiej agresji na Polskę, nie dzieli ofiar na lepsze i gorsze? Bo przecież w tym samym czasie byli masowo mordowani już Kresowianie. A później rzeź tylko narastała i trwała przez sześć lat. To smutna i bardzo bolesna konstatacja. Kresowianie od dziesięcioleci nie mogą się doczekać sprawiedliwości. Czy polski Sejm chce doprowadzić do tego, by Kresowianie wraz ze swoimi potomkami wyszli na ulicę i dali wyraz swemu oburzeniu? A jest Kresowian i potomków Kresowian blisko 6 milionów.

Czy polski Sejm dąży do takiej konfrontacji? I nieustannie ją prowokuje? Ciężko mi przechodzą przez gardło te słowa, ale źle się dzieje w państwie polskim. Państwo polskie nie dba o własną historię, nie szanuje pamięci narodowej, ignoruje ją, zaniedbuje albo dzieli na lepszą i gorszą. Kresowianie mają prawo oczekiwać, że po słusznym upamiętnieniu ofiar zbrodni niemieckich nadszedł najwyższy czas, by upamiętnić polskie ofiary zbrodni ukraińskich, wśród których także były setki nauczycieli, lekarzy, leśników, urzędników, kapłanów i zakonników. Inie mają tu nic do rzeczy tzw. dobrosąsiedzkie stosunki z Ukrainą, bo z Niemcami mamy chyba lepsze stosunki, a godna uchwała przeszła. Nie ma więc żadnych przeszkód, by polski Sejm wreszcie ustanowił dzień 11 lipca Dniem Ofiar Ukraińskiego Ludobójstwa na Kresach i by godnie uczcił pamięć 200 tys. straszliwie pomordowanych Polaków. Milczenie i ignorowanie woli Kresowian to zły znak dla przyszłości. Taka postawa polskiego Sejmu tylko rozzuchwala faszyzujące odłamy młodzieży ukraińskiej, która właśnie dzisiaj, gdy piszę ten artykuł, czyli 27 września 2014 r., demonstruje na ulicach Charkowa i krzyczy, że przyjdzie Bandera i zrobi porządek. Jaki porządek, już wiemy. Zatrzymać tę tamę zbrodniczych haseł można jedynie poprzez potępienie zbrodni. I niedopuszczenie do odradzania się faszystowskich idei. Mam nadzieję, że wszyscy wrażliwi i nastawieni patriotycznie rodacy to rozumieją i poprą Kresowian w ich walce o prawdę i sprawiedliwość. I dadzą temu odpowiedni wyraz.

www.srokowski.art.pl

 

Źródła:
- http://www.radiomaryja.pl/informacje/sejm-uczcilofiaiy-zbrodni-dokonanej-na-pomorzu-gdanskim.
- http://niewiarygodne.pl/kat,l 031987,page,2,titls,Najwieksza-zbrodnia-Niemcow-wymierzona-w -Polakow-Jej-konsekwencje-odczuwamy-do-dzis, w/d, 14 350 734,wiadomosc
- html; bttpź/www.kresy.pl/kresopedia,historia,ii-wojna-swiatowa?zobacz/pierwsze-mordy-w-galicji.
-
http://www.warszawskagazeta.pl