NL    PL link    ENG link

Dowgwillo_kop

Witamyblok wit|blok witNazwiskoblok wit|blok witHerbblok wit|blok witGenealogiablok wit|blok witKoligacjeblok wit|blok witAlbumy i wspomnieniablok wit|blok witHonor i Ojczyzna
Zdjęcia bezdomneblok wit|blok witWydarzeniablok wit|blok witWarto przeczytaćblok wit|blok witWarto zobaczyćblok wit|blok witŻołnierze Wyklęciblok wit|blok witMatki Polkiblok wit
Polskie Kresyblok wit|blok witLekcja historiiblok wit|blok witŚpiewnik wileńskiblok wit|blok witPolecane witrynyblok wit|blok witBiblioteka

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Straszenie chorobami dziecięcymi a nawracające infekcje
Z cyklu: „PZ - 44, przeczytaj i zapamiętaj”

dr J.Jaśkowski

Celare Fraudem fraus est - co się przekłada: ukrywanie oszustwa oszustwem jest!  
[rzymska maksyma prawna]

Jednym z argumentów powtarzanych permanentnie przez sektę wakcynologów, który rzekomo ma świadczyć za koniecznością szczepień jest straszenie biednych matek powikłaniami po przebytych chorobach typu odra, ospa itd.
Jak wiadomo od dawna straszenie kobiet jest zawsze dobrym  sposobem na egzekwowanie określonego postępowania.
Takiemu ubezwłasnowolnieniu strachem sprzyja niski poziom edukacji w szkołach, systematycznie obniżany od czasów genseka E.Gierka, agenta Kominternu czyli międzynarodówki Rotchildowskiej, mającej spacyfikować poszczególne kraje.
Przypomnę, za rzekome pożyczki, które w całości poszły do Sowietów np. na budowę rurociągu orienburskiego czy celulozowni zabajkalskiej, zapłaciliśmy m.in skreśleniem pojęcia narodowość z dowodów osobistych - 1972 rok, zakupem zupełnie, nazwijmy to delikatnie, nietrafionych technologii takich jak ów Berliot-autobus, czy traktor Ferguson. Zapłaciliśmy  przymusem szczepień przeciwko Odrze czyli pierwsze MMR wprowadzone przez prof.Kostrzewskiego. W nagrodę został „ekspertem’ WHO, co wiązało sie z bardzo znacznymi gratyfikacjami w dolarach.
Opór pediatrów trwał 3 lata.
Pod pretekstem walki z zakażeniami dostaliśmy fabrykę tzw. jednorazowych strzykawek, których miliardy walają się na śmietnikach. Była to rzekoma walka z WZW B chociaż już wówczas wiedziano, ze jest to choroba weneryczna i mało co ma wspólnego z zakażeniami wewnątrzszpitalnymi.
Jeżeli bowiem wirus bywał w ślinie i spermie, to karmienie na tych samych talerzach bez zmywarek zarówno w hotelach, stołówkach jak i szpitalach, było o wiele większym zagrożeniem w przenoszeniu zarazków aniżeli np. narzędzia chirurgiczne.
Nie ma w piśmiennictwie naukowym ani jednego przypadku wyhodowania wirusa po sterylizacji w autoklawie.
Dzisiejsza tzw. utylizacja materiału szpitalnego także niewiele ma wspólnego z zapobieganiem przenoszenia zakażeń ponieważ igły są wrzucane najczęściej do tych samych worków co inne śmieci szpitalne. Poza tym, tzw spalarnie najczęściej maja dużo niższa temperaturę spalania aniżeli 1100 C. Produkują więc rakotwórcze dioksyny i furany z tego plastiku.
Brak możliwości podmywania pośladków po defekacji w szpitalach jest nagminny. Praktycznie nie znam szpitala posiadającego ruchome bidety. Nawet w tych ginekologiczno - położniczych jak za króla Ćwieczka, rozcierać trzeba  g.... na d....zamiast umyć i osuszyć papierem. Ruchome bidety mają Azjaci od 1000 lat.
I proszę zauważyć tzw. Inspekcję Sanitarną to zupełnie nie interesuje. Ich interesuje tylko i wyłącznie np. wysokość kafelek w pomieszczeniu.
O przepraszam, sądząc po gazetowych informacjach to na pierwszym miejscu jest handel szczepionkami.
No! ale z drugiej strony to te polskojęzyczne gazety, niemieckich właścicieli, pod amerykańskim zarządem do 2099 roku, zajmują się reklama przemysłu amerykańskiego, a wiadomo, że większość producentów szczepionek ma swoje siedziby w City of London.
Chociaż z drugiej strony, to epidemie poszczepienne występowały właśnie w tych regionach gdzie amerykańska armia przeprowadzała bezpłatne szczepienia dzieci. Tak przynajmniej było i w Syrii i na Ukrainie w ostatniej dekadzie.
No! a właśnie rząd warszawski [G.Braun] dokonał uroczystego przywitania Pentagonu w tym nieszczęśliwym naszym Kraju [St.Michalkiewicz].
Mamy muszą więc bardzo uważać na kontaktu, ponieważ armia USA jest szczepiona bardzo gęsto i nie wiadomo czym sieje dookoła. 
W czasie Pustynnej Burzy 1991 roku, Amerykanie  znowu bezmyślnie szczepili swoich obywateli. Po czasie okazało się że aż 280 000 z pośród nich choruje na tzw. Zespół Zatokowy - Gulf Syndrom. Jakoś tak dziwnie się składa, że na ten zespół chorują tylko szczepieni Amerykanie i Anglicy. Przebywający w Kuwejcie i Iraku Francuzi, którzy nie byli sczepieni nie chorują. Dziwne. Ale użyteczni idioci w mundurach i z dyplomami, już od 15 lat wymyślają różne dodatkowe nazwy aby ukryć problem i nie płacić odszkodowań. A oczywiście „uświadomiona” prasa szybko te dezinformacje publikuje, często powtarzając. Wiadomo; każde kłamstwo odpowiednio długo i często powtarzane przechodzi w prawdę gazetową.
Otóż pragnę wyjaśnić PT Mamuśkom.
Ukazała się praca jak najbardziej naukowa w Rec.Prat. PMID 18092819, w której czytamy:
Nawracajace infekcje górnych dróg oddechowych należy uznać za normalny proces u niemowląt, który buduje system immunologiczny w ktorym spotykają sie wirusy.
Tzw. katar jest naturalnym sposobem eliminacji wirusa. Można tą eliminacje uskutecznić poprzez płukanie nosa, mechaniczne odsysanie tzw. gruszką.
Antybiotykoterapia jest nie tylko nieskuteczna ale i szkodliwa.
Nawracajace zapalenie ucha środkowego tj. co najmniej 3 epizody w okresie sześciu miesięcy lub cztery w jednym roku są najczęstszym powikłaniem.
Nadkażenie bakteryjne występują najczęściej u dzieci w przedszkolach czy żłobkach, u dzieci bardzo krótko karmionych mlekiem matki.
W zdecydowanej większości przypadków badania laboratoryjne nie są potrzebne.
Najważniejsze jest aby podchodzić do tych zakażeń spokojnie i nie przesadzać z leczeniem.
Moje uwagi.
Zawsze u dziecka obserwować zachowanie. Jeżeli dziecko bawi się, nie pokłada to specjalne leczenie nie jest potrzebne.
Mierzyć trzeba temperaturę nawet dwa razy dziennie ale obowiązkowo ok. 16.00 - 18.00.
Na tylną ścianę gardła, na języczek pryskać przygotowanym przez siebie kwasem jabłkowym.
Przepis wielokrotnie podawałem.
Psikać trzeba z atomizera rozcieńczonym mniej więcej, w zależności od wieku dziecka 2-4 krotnie. Oczywiście dla małego dziecka rozcieńczenie musi być większe. Częste pryskanie jest konieczne, ponieważ posiłek, przełykanie śliny usuwa kwas.
Podajemy także węgiel medyczny lub drzewny. Może być z kominka, tylko niepryskany i sproszkowany np. w zwykłej maszynce do mielenia mięsa -metalowej. Te plastikowe to szajs, psują się. Wyrzucony pieniądz.
Zawsze jeżeli temperatura chorego utrzymuje się do 38C i dziecko za bardzo nie skarży się na ból ucha, możemy 24-36 godzin spokojnie przeczekać w domu, podając to co powyżej napisałem.
Pamiętać należy bezwzględnie o codziennym podawaniu witaminy D-3. Powyżej 1000 UI  D-3 należy podawać łącznie z witaminą K-2 w ilości ok. 50 - 100 mcg.
Jak ognia należy unikać lekarzy mających kontrakty z NFZ. Z chwil podpisania kontraktu staje się on niewolnikiem NFZ czyli urzędnikiem pilnującym własnej skóry. Zauważ proszą, w czasie przyjmowania chorego, zdecydowaną większość czasu spędza wypełniając mniej lub bardziej głupie rubryki, a nie jest zajęty zbieraniem wywiadu czyli na wysłuchaniem pacjenta.
Za moich czasów lekarze leczyli, a nie wypełniali rubryczki. Ale za moich czasów była tylko 1 czy 2 szczepionki i raka u dzieci nie było. Nowotwory u dzieci to były wyjątkowe przypadki. Obecnie można mówić o epidemii nowotworów i dzieci w tym najgroźniejszych - mózgu.
Procedury serwowane przez NFZ, nie wiadomo kiedy i gdzie powstawały. Ich podstawowym celem jest wzrost kasy producentów
Nie wierzysz?
Proszę bardzo prosty przykład.
Kardiolodzy nagminnie i bez sensu przepisują chorym ACARD. Acard to zwykła aspiryna.
Aspiryna kosztuje ok. 5 złotych za 20 tabletek po 300 mg, dawniej było w tabletce 500 mg.
Acard to ta sama aspiryna tylko w dawce 4 razy mniejszej ale za to kilka razy droższej i w dodatku po 10 tabletek.
Zamiast podzielić sobie tabletkę na 4, co jest łatwe, okradają Ciebie z kilkudziesięciu złotych miesięcznie. 
W dodatku jest to bezsensowna profilaktyka, Badania randomizowane nie wykazały żadnego efektu profilaktycznego u ludzi przyjmujących aspirynę „na rozrzedzenie” krwi. Zawał serca nie ma nic wspólnego z mniej lub bardziej gęstą krwią.
O gęstości krwi świadczy taki parametr, który nazywa sie hematokrytem, powinien być w granicach 42 plus minus 2.
Historia wprowadzenia aspiryny do kardiologii jest znana.
Ok. 1980 roku zabroniono podawania aspiryny dzieciom z uwagi na możliwości występowania powikłań. Firmy straciły masowego odbiorcę. Wiadomo, ze dzieci często się przeziębiały i aspiryna szlą jak ciepłe bułeczki. A tu nagle stop.
Już w 1984 roku zaczęła się reklama aspiryny jako leku kardiologicznego. Wiadomo, że w okresie 4 lat żadnych badań nie zdołano przeprowadzić. I te 30 lat ogłupia się społeczeństwo. Ale jaki zysk. Małe dzieci przyjmowały aspirynę tylko podczas temperatury. Obecnie „staruszkowie i hipochondrycy biorą aspirynę wg zaleceń „lekarzy” czyli handlarzy wypełniających procedury, codziennie. Zysk dwa albo trzy razy większy.
Zawsze ostrożnie podchodź do człowieka, który zajmuje się reklamą jakiegoś preparatu medycznego w mass mediach. Bezpieczniejsze dla Twojego zdrowa, Dobrzy Człeku, będzie omijanie go szerokim łukiem.


Gda.24.I.2017r.
jerzy.jaskowski@o2.pl