Dowgwillo_kop

Witamyblok wit|blok witNazwiskoblok wit|blok witHerbblok wit|blok witGenealogiablok wit|blok witKoligacjeblok wit|blok witAlbumy i wspomnieniablok wit|blok witHonor i Ojczyzna
Zdjęcia bezdomneblok wit| blok witAktualnościblok wit|blok witWarto przeczytaćblok wit|blok witWarto zobaczyćblok wit|blok witŻołnierze Wyklęciblok wit|blok witMatki Polkiblok wit
Polskie Kresyblok wit|blok witLekcja historiiblok wit|blok witŚpiewnik wileńskiblok wit|blok witPolecane witrynyblok wit|blok witBiblioteka

 

 

Czerwone makiCzerwone makiCzerwone maki

Janiczakowa Stefania z d. Szkotnicka
Wspomnienia córki Danuty "Sarenka"


Właśnie dzisiaj przed moimi oczyma jak na ekranie przepływa moje życie - szczęśliwe i radosne dzieciństwo, dom, rodzina i moja śliczna, kochana Mama.

Mój dom rodzinny kojarzy się z dobrobytem, spokojem, miłością i szacunkiem do siebie. Atmosfera w domu była bardzo polska, a tym samym romantyczna. Od kołyski wychowywałam się z siostrą wśród wojska. Tato był wojskowym, był legionistą. Jako bardzo młody chłopak brał udział w walkach niepodległościowych. Po wojnie pozostał wojskowym zawodowym. Tatko był człowiekiem bardzo dobrym, szlachetnym. Na pierwszym miejscu stawiał godność i honor. Kochał nas ogromnie - mówił : "moje drogie trzy dziewczynki".
Małżeństwo moich rodziców było wzorem dla innych, co też miało wpływ na nasze późniejsze życie. W naszym domu wyczuwało się ogromne ciepło i serdeczność.

Rodzice łatwo nawiązywali kontakt z innymi, doskonale wyczuwali ludzi i szybko wyrabiali o nich zdanie. Nad całością życia w domu czuwała Mama. Ona tworzyła klimat, rzeźbiła naszą osobowość. To ona potrafiła mądrze polecać nam książki do czytania, pokazywała obrazy Grottgera, opowiadała nam o walkach nie podległościowych, o Powstaniu Styczniowym i Listopadowym. Uczyła pieśni pa triotycznych, wychowywała nas na świadome obywatelki naszego kraju, rozbudzając w nas zainteresowania do nauki i miłości Ojczyzny. Mamusia miała liczne talenty, ale pasją jej było malarstwo. Pokazywała nam świat od tej pięknej strony, co pozostawiło do dnia dzisiejszego wrażliwość na piękno tego co nas otacza. Rodzice nauczyli nas miłości do Marszałka Józefa Piłsudskiego , którego poznałam osobiście będąc małą dziewczynką. W na szym domu ze wszystkich stron wyczuwało się intensywne życie wewnętrzne. To wszystko wydawało się takie piękne.

Nagle WOJNA! Skończyły się beztroskie dziecinne lata, zaczął się nowy, jakże okrutny i trudny okres. Karta historii odwracała się. Nad wszystkim teraz czuwała moja mądra i piękna Mama. To dzięki Mamie tak mocno zaangażowana byłam w działalność konspiracyjną. A Ona dalej czuwała nad moim bezpieczeństwem, przygotowując do każdej sytuacji, która mogła zaistnieć. Zdawała sobie sprawę, co może się wydarzyć i jakie będą konsekwencje, ale obowiązek względem Ojczyzny był ogromny. Sama też włączyła się do walki o niepodległość. Po złożeniu przysięgi obrała pseudonim "Stella". Od wczesnej młodości niosła pomoc potrzebującym, a podczas wojny potrzebujących było coraz więcej. Mama organizowała w naszym domu punkt pomocy rodzinom wojskowym, które uciekały z okupowanych przez Niemców terenów i po dojściu do Wilna nie miały gdzie się zatrzymać. Przyjmowała całym sercem i dzieliła się wszystkim tym, co miała, a miała niewiele. Ogromny wpływ posiadała na ludzi, umiała ich zorganizować i w pewnym sensie podporządkować, a mimo to w stosunku do skrzywdzonych była jak aksamit.

W okresie tym rodziła się najpiękniej sza i najtrwalsza przyjaźń, miłość i solidarność, co pomogło później przetrwać przeciwności losu.

Po ucieczce z obozu internowania Tatko również podjął walkę o wolną Polskę w SZP, ZWZ i AK. Obrał pseudonim "Wiesław". Pracował w Kwatermistrzostwie Garnizonu m. Wilna.Matki Polki

Mieszkanie nasze stało się skrzynką kontaktową, tu odbywały się narady oficerów szkolenia młodzieży idącej do oddziałów leśnych. Życie wrzało. Mama zaś pracowała jako sanitariuszkaw szpitaliku na ul. Popowskiej przy dr Antonim Tołłoczk, gdzie leczono i ukrywano rannych żołnierzy AK. Nigdy nie okazywała trwogi, wierzyła, że wszystko jest w rękach Boga. Ta drobna, urocza kobieta była bardzo silną. Doświadczenia życiowe nie załamywały jej. Kochała nas bardzo, ale i dla przewijającej się przez nasz dom młodzieży miała ogromne i złote serce. Przytuliła, nakarmiła,pomogła każdemu. One wszystkie były Jej dziećmi, a oni wszyscy nazywali rodziców moich "Tatuńcio i Mamuńcia". Przy nich każdy czuł się dobrze i bezpiecznie.

Aż nadszedł dzień... rewizja, aresztowano mnie i Tatusia. Zdawało się, że i tym razem dzielnie to zniesie. Gdy wyprowadzano nas, podeszła do mnie, przytuliła i rzekła: "Trzymaj się córuś i pamiętaj, że tylko drzewa o silnych korzeniach przetrwają burzę. Będę się modliła do najświętszej Ostrobramskiej ......" Po naszym wyjściu zemdlała.

Widziałam Mamę ostatni raz w dniu, gdy nas wywożono do łagru w ZSRR. Stała na dworcu skamieniała jak Niobe. Tylko Jej duże czarne oczy z przerażeniem szukały mnie w tłumie. Całą noc stały nasze wagony na stacji, a wokół nasze Matki. To była makabryczna noc. Te bliskie rozpaczy nawoływania: Krysiu,Maryn, Janku - zagłuszały krzyki i wyzwiska konwojentów. Jakie to dziwne, wśród tych nawoływań, tego chaosu, każdy z nas wychwytywał swoje imię. Staliśmy bezsilni - nie mogliśmy wydobyć z siebie ani jednego słowa. To była noc bólu i rozpaczy.

Jeszcze dzisiaj to słyszę. Całą noc słyszało się krzyki konwojentów, jęki i płacz matek, którym tak brutalnie wyrywano córki, synów i mężów. Co czuły nie będę opisywała, bo tego nie da się przelać na papier. Każda matka czytając moje wspomnienia zrozumie jaki ból rozrywał piersi tamptych. One czytać tego nie będą, ich serca popękane z bólu i rozpaczy dzisiaj już nie biją. Konwojenci nie mogli dać sobie rady z tłumem, a matki kładły się pokotem na torach. Siłą je ściągano za ręce i nogi...

Mamo jak to już dawno, jak dawno się zdaje
Gdym Cię żegnała! Ta chwila jak we mgle mi staje.
Przed okiem, zapatrzonym tam, ku naszej stronie.
Widzę twoje rozpacznie wyciągnięte dłonie.
Widzę ruch ten, gdy chciałaś z bólu obłąkana,
Przed potworem dymiącym runąć na kolana ...


[fragment wiersza Or - Ota "List z Sybiru"]

Nigdy nie opuszczała mnie myśl o Mamie i Ojcu. Byliśmy zawsze razem, mimo przestrzeni, jaka nas dzieliła. Mama była silną osobą i zdawałoby się, że nic ją nie złamie, a jednak serce nie wytrzymało, pękło z żalu ... zmarła 29 lipca 1945 r. Miała zaledwie 39 lat.

Trumnę Jej okryto biało-czerwoną flagą i niosła ją przez całe Wilno już nieliczna młodzież polska od szpitala św. Jakuba na mały cmentarz Bernardyński. Bardzo kochała Wilno i nie chciała z niego wyjeżdżać.