NL    PL link    ENG link
 


Dowgwillo_kop

Witamyblok wit|blok witNazwiskoblok wit|blok witHerbblok wit|blok witGenealogiablok wit|blok witKoligacjeblok wit|blok witAlbumy i wspomnieniablok wit|blok witHonor i Ojczyzna
Zdjęcia bezdomneblok wit| blok witAktualnościblok wit|blok witWarto przeczytaćblok wit|blok witWarto zobaczyćblok wit|blok witŻołnierze Wyklęciblok wit|blok witMatki Polkiblok wit
Polskie Kresyblok wit|blok witLekcja historiiblok wit|blok witŚpiewnik wileńskiblok wit|blok witPolecane witrynyblok wit|blok witBiblioteka

 

 



 

 

Aleksander Krzyzanowski
Aleksander Krzyżanowski "Wilk"

 

Frog Szczerbiec
Gracjan Frog "Szczerbiec"

 

Jerzy Jensz Krepdeszyn
Jerzy Jensz "Krepdeszyn" w 2002 r.

 

Partyzanci 3 brygady
Partzanci 3. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Przed stolicą było Wilno

Tekst dr. Piotra Niwińskiego umieszczony w książce Danuty Szyksznian "Jak dopalał się ogień biwaku"


Założenia "Burzy" na Wileńszczyźnie były podobne jak na całych Kresach. Atak na linie komunikacyjne przeciwnika, zadawanie mu jak największych strat. Przy nawiązaniu zaś kontaktu z Armią Czerwoną występowanie jako gospodarze tych ziem. W krótkim okresie 4 dni od ogłoszenia "Burzy" do marszu pod Wilno brygady partyzanckie wykonały kilkadziesiąt tego typu akcji, paraliżując poszczególne linie komunikacyjne, którymi poruszały się jednostki niemieckie. "Burza" została jednak przerwana ze względu na nowe rozkazy. Jednostki okręgu wileńskiego i nowogródzkiego miały wspólnie uderzyć na Wilno, aby zdobyciem tego miasta udokumentować Stalinowi i całemu światu polskość Kresów Północno-Wschodnich. Wilno miało być w oczach Komendy Głównej AK swoistym probierzem intencji Stalina. Jak zachowają się władze sowieckie w stosunku do ujawniających się i deklarujących chęć współpracy akowców? Czy potraktowani zostaną jako sojusznicy, czy jako oddziały wrogie? Odpowiedź na to miała dać właśnie realizacja operacji "Ostra Brama", którą powierzono jednostkom obu wspomnianych okręgów.

Przy wstającym słońcu

Pod Wilno zdążyła jednak tylko część wyznaczonych oddziałów. Do części bowiem rozkaz nie dotarł na czas (kurierzy niosący mełdunki miełi wiele kilometrów do przejścia przez teren, którym posuwały się wycofujące się jednostki niemieckie). Niemniej komendant okręgu wileńskiego, legendamy ppłk Aleksander Krzyżanowski "Wilk", dowodzący całością operacji, postanowił przeprowadzić atak siłami, jakie posiadał. Natarcie rozpoczęło się 7 lipca o 2 nad ranem. Brygady wileńskie i bataliony nowogródzkie poszły do ataku przy wschodzącym słońcu. Blisko 6 tysięcy partyzantów zaatakowało twierdzę bronioną przez 17 tys. żołnieży nieprzyjacieła, wspartych przez liczne czołgi, artylerię i lotnictwo.

Trafili na potężne umocnienia, na ostrzał broni maszynowej, ogień artylerii i naloty bombowców czy myśliwców. Przeciw tej sile szły tyraliery żołnierzy uzbrojonych w zdobyczną broń ręczną, z niewielkim zapasem amunicji. Różnica w uzbrojeniu była aż nadto widoczna. Ryglowy ostrzał z broni maszynowej przeciw bohaterskiej postawie i odwadze graniczącej z szaleństwem. Było to wojsko ochotnicze, a więc każdy żołnierz wiedział, dlaczego walczy i świadomie podejmował ryzyko. 3 Brygada pod dowództwem por. Gracjana Froga "Szczerbca", mimo bardzo silnego oporu wroga, włamała się w głąb jego pozycji, zajmując wschodnie przedmieścia miasta. Innym oddziałom jednak to się nie udało. Po kilku godzinach atak się załamał. Partyzanci wycofywali się spod Wilna ze znacznymi stratami, ale gotowi do dalszej walki.


Razem z Armią Czerwoną

Do ataku poszły wojska sowieckie, które właśnie podciągnęły pod Wilno. Nie był to koniec akowskich walk. Na placu boju pozostały bowiem oddziały garnizonu konspiracyjnego miasta Wilna, które wobec spóźnionego dotarcia rozkazów rozpoczęły ata. z kilku godzinnym opóźnieniern. Opanowały własnymi siłami prawobrzezną część miasta, współdziałaląc z jednostkami sowieckimi, atakowały w części lewobrzeżnej. Walczono o kaźdy dom, okupując niemal każdy metr zdobytej ziemi krwią akowca. Najbardziej w pamięci partyzantów zapisała się przeprawa przez rzekę Wilię i walka o bunkier dowodzenia na ul. Subocz. Wyposazony w liczne ckm-y i działka przeciwpancerne, a także przeciwlotnicze, posiadający własny agregat prądotwórczy i ujęcie wody, mógł skutecznie bronić się przez kilka miesięcy. Oddziały AK, współdziałając z jednostkami sowieckimi, opanowały go po dwudniowej walce.

W godzinach rannych 13 lipca pchor. Jerzy Jensz "Krepdeszyn" [1914-2004] i kpr. Artur Rychter "Zan", żołnierze osłony dowództwa dzlelnlcy "D" garnizonu miasta Wilna zatknęli na wieży Gedymina, na Górze Zamkowej, polską flagę państwową. Widoczna z dużej części miasta została w godzinach popołudniowych zdjęta przez Rosjan i zastąpiona flagą sowiecką. Całe lewobrzeżne Wilno znalazło się pod władzą sowieckiej komendantury. Porządku pilnowały patrole sowieckich partyzantów. Jedynie prawobrzeżne dzielnice miasta pozostały w gestii polskiej. Od 9 lipca istniała tam polska komendantura placu, z jurysdykcją zarówno w stosunku do żołnierzy AK, jak i Armii Czerwonej.

Tymczasem oddziały atakujące z zewnątrz jeszcze raz przystąpiły do boju. Zagrodziły drogę wycofującym się z Wilna Niemcom, staczając 13 lipca krwawą bitwę pod Krawczunami. Do niewoli trafiło blisko 1000 jeńców. Niemcy musieli porzucić resztę sprzętu. Udało się ujść m.in. gen. Rainerowi Stahelowi, dowódcy niemieckiej załogi, który wkrótce potem mianowany został komendantem bojowym Warszawy. Tam po raz drugi zetknął się z żołnierzami AK.

W całej operacji zginęło blisko 500 akowców, ponad 1000 zostało rannych. Dzielna postawa polskich oddziałów przyniosła uznanie ze strony dowódców liniowych oddziałów sowieckich.

Sowiecki podstęp

Te dobre stosunki skończyły się jednak dość szybko. Już 14 lipca, czyli dzień po opanowaniu miasta, strona sowiecka zaczęła przygotowywać się do rozbicia polskiego zgrupowania. Aby zachować pozory, podjęto z ppłk. Krzyżanowskim rozmowy o utworzeniu polskiego korpusu (w skład którego miały wejść 2 dywizje piechoty i brygada kawalerii), podporządkowanego taktycznie dowództwu sowieckiemu, a politycznie polskiemu rządowi w Londynie. Wydawało się, że polityczne założenia "Ostrej Bramy" zostały uwieńczone sukcesem. "Wilk" twierdził pełen entuzjazmu, że "Czego politycy nie mogli załatwić przy zielonym suknie, my tutaj załatwimy po żołniersku" . Rozpoczęto więc koncentrację
oddziałów, sporządzano listy korpusu oficerskiego, wydawane były legitymacje akowskie poszczególnym żołnierzom. Tymczasem wokół polskich jednostek zaczął zacieśniać się pierścień wojsk NKWD.

Decydujący cios nadszedł 17 lipca, kiedy to podstępnie aresztowano komendanta okręgu wraz z licznymi oficerami, spotykając się z nimi pod pozorem kontynuacji rozmów na temat stworzenia polskiego korpusu. Zgromadzone oddziały akowskie próbowały wymknąć się obławie, ruszając do pobliskiej Puszczy Rudnickiej. Po dwóch dniach okazało się jednak, iż. znalazły się w okrążeniu. Pozostali na wolności oficerowie podjęli wtedy decyzję o rozwiązaniu oddziałów i ponownej konspiracji. W ręce sowieckie dostało się około 6000 żołnierzy. Kilkuset postanowiło kontynuować walkę, a niewielka grupa postanowiła przebić się w kierunku Warszawy, gdzie wkrótce także rozpoczęło się powstanie.

Internowani (tego terminu używała bowiem strona sowiecka) akowcy odmówili jednomyślnie mobilizacji do armii Berlinga, wołając "Chcemy Wilka". Ten opór spowodował wywiezienie ich do Kaługi, gdzie przez kilka lat służyli w batalionach roboczych Armii Czerwonej, wyrąbując lasy. Aresztowani oficerowie zostali osądzeni i wywiezieni do Workuty. Tyłko część z nich przeżyła zsyłkę.

***

Omawiając działalność wileńskiego okręgu AK warto zwrócić uwagę, że był to okręg szczególny na mapie walczącej Polski. To przez terytorium tego okręgu kilkakrotnie przechodziły fale kolejnych okupantów. To na terytorium tego okręgu żołnierzom AK przyszło walczyć z trzema przeciwnikami: Niemcami, Sowietami i Litwinami. Siły zbrojne okręgu były zjednoczone wokół swego dowódcy Aleksandra Krzyżanowskiego "Wilka", nie powstały tu oddziały zbrojne innych organizacji podziemnych. Okręg wileński, wspólnie z okręgiem nowogródzkim wystawiły w lipcu 1944 kilkanaście tysięcy uzbrojonych i umundurowanych żołnierzy, warto przypomnieć, że kilka tygodni później, w Warszawie, AK rozpoczęła powstanie mając ok. 4 tysięcy uzbrojonych żołnierzy. Okręg wileński nie został rozbity sowieckimi aresztowaniami w lipcu 1944, dopóki było to możllwe trwał na wysuniętej rubieży dając świadectwo polskości tych ziem, a następnie przeprowadził udaną ewakuację do Polski centralnej. W następnych latach, działalność komendy okręgu pod kierownictwem ppłk "Pohoreckieqo" a także epopeja oddziałów majora "Łupaszki" sprawiły, że okręg wileński był strukturą akowską, która najdłużej zachowała swą ciągłość organizacyjną kontynuując walkę o niepodległość Polski. Strukturą, której działalności kres przyniosła akcja X przeprowadzona przez UBP, akcja w której ogół (!) wilnian objęto całościowym rozpracowaniem.

Nie jest moją intencją stawianie okręgu wileńskiego ponad innymi, wszystkie okręgi AK złożyły swą żołnierską daninę krwi w walce o niepodległość. Warto jednak pamiętać o przytoczonych powyżej faktach, które moim zdaniem stanowią o specyfice działalności okręgu wileńskiego AK