NL    PL link    ENG link

Dowgwillo_kop

Witamyblok wit|blok witNazwiskoblok wit|blok witHerbblok wit|blok witGenealogiablok wit|blok witKoligacjeblok wit|blok witAlbumy i wspomnieniablok wit|blok witHonor i Ojczyzna
Zdjęcia bezdomneblok wit| blok witAktualnościblok wit|blok witWarto przeczytaćblok wit|blok witWarto zobaczyćblok wit|blok witŻołnierze Wyklęciblok wit|blok witMatki Polkiblok wit
Polskie Kresyblok wit|blok witLekcja historiiblok wit|blok witŚpiewnik wileńskiblok wit|blok witPolecane witrynyblok wit|blok witBiblioteka

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

CZEKAM NA DECYZJĘ POLSKI

Z dr. Witoldem Mieszkowskim synem kmdr. Stanisława Mieszkowskiego, rozmawia Piotr Falkowski.

Dlaczego nie alkceptuje Pan przyjętego przez Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa rozwiązania kwestii pochówku polskich bohaterów, których ciała komuniści ukryli na Łączce?

- Dla mnie przede wszystkim ważne jest to, żeby była decyzja Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, że Łączka jest dla niej pierwszym, to znaczy najważniejszym, cmentarzem niepodległościowym. Bo to, że tak jest, wiemy już z protokołu komunistycznego prokuratora Kazimierza Kosztirki z 1956 roku, gdyż wiemy, kto tam leży. Jeżeli więc byłaby taka decyzja, to za tym oczywiście szłoby także to, że ten obszar jest na specjalnych prawach. Nie ma co się oglądać na przepisy o cmentartach i ekshumacjach jeszcze z 1932 roku. Druga kwestia to wyraźne powiedzenie tego, czy to są nadal bandyci czy bohaterowie. Pomiędzy tymi określeniami jest jeszcze wielka przestrzeń pośrodku, ale do czegoś trzeba dojść.
Mój Ojciec został w 1956 roku „zrehabilitowany" (nie cierpię tego słowa), lecz jedynym postanowieniem prawnym było to, że nie zgromadzono żadnych dowodów jego winy. W 1994 roku na nasz wniosek zostało to zamienione na fonnułę, że jest niewinny. Nie jest winny popełnienia zbrodni, ale czy jest Niepokorny, Nieugięty, czy nadal jest tylko „wyklętym” ?

Sekretarz ROPWiM Andrzej Kunert zaproponował Panu pochowanie Ojca w obiekcie nazywanym Panteonem.

- Byłem zapytany, czy życzę sobie, aby był pochowany na Łączce. Odpowiedziałem, że  oczywiście tak, ale wtedy, kiedy Łączka będzie pierwszą uznaną nekropolią Niepodległości i mój ojciec będzie uznany za godnego pochówku w takim miejscu. Zawsze myślałem, że należą mu się te dwa metry ziemi po chrześcijańsku i zgodnie z polską tradycją chowania zmarłych. Dla mnie Panteon to jest coś wspaniałego. Jestem architektem. Wiem, że pierwowzorem każdego panteonu jest ten, który znajduje się w Rzymie, monumentalny, z kopulą o średnicy 42 metrów. Ale monumentalność nie polega tylko na wielkości. To nie to samo. To coś, w czym jest pochowany Bierut, też jest wielkie. Na nekropolii narodowej powinno być tyle miejsca, żeby wystarczyło dla tych, którzy zostaną w końcu uznani za bohaterów narodowych. Od razu, gdy padły te wielkie słowa: „panteon", „mauzoleum", to czułem, że to się tak skończy. To są słowa zupełnie nieadekwatne do tego, co tam mamy. Proponowałem, by nazywać to skromnie Polska Łączka. Nie mówię już o sposobie, w jaki wybrano ten gołębnik do realizacji. Podobał mi się projekt, który dostał pierwszą nagrodę, bo on się dawał koncepcyjnie rozbudować, można było chować ludzi w ziem, schodzić do nich - to był największy atut tego projektu. Okazało się, że on był plagiatem podobnego rozwiązania w Sztokholmie. Wtedy pan Kunert wybrał pod suknem projet do realizacji, na który ja wcześniej nie zwróciłem nawet uwagi, ale który zamyka się w tej małej przestrzeni, gdzie rozebrano pomnik - mur łączkowy, który stawialiśmy w 1991 roku.

A jak Pan wyobraża sobie zagospodarowanie tego miejsca?

- Od początku mojej korespondencji z panem Kunertem stawiam sprawę jasno. Pierwsza rzecz to wydobycie wszystkich NNW, czyli tzw. trzeci etap ekshumacji. Pierwszy dotyczył tylko małego kwadratu o wymiarach 14 na 14 metrów, drugi obejmował otaczające go alejki i mój Ojciec właśnie odnalazł się pod jedną z nich. Teraz czas na trzeci etap, to jest teren, na którym są późniejsze pochówki. Wstrzymanie prac nastąpiło w czerwcu 2013 roku, odtąd nic się nie dzieje, z wyjątkiem tygodnia, gdy prokurator Marcin Golębiewicz poprosił prof. Krzysztofa Szwagrzyka, aby określił zakres, gdzie protokół Kosztirki pokrywa się z przestrzenią rzeczywistą. Nie wiem, dlaczego pan Kunert forsował pochówek teraz i upamiętnienie na jedynie takim małym kawałku, przez co nie będzie dostępu do pogrzebu. Przecież tam nie ma miejsca. Ja chciałbym, aby Łączka została poszerzona o znajdujące się obok wzgórze oraz bramę zachodnią cmentarza. Tu trzeba zrobić wielką, wspaniałą bramę, jak na cmentarzu Orląt Lwowskich, jeżeli ma to być Pierwsza Nekropolia Niepodległości w Polsce, demonstracja naszego antykomunizmu.

Gdzie Pan w takim razie pochowa Ojca?

- Na razie czekam, aż prof. Szwagrzyk będzie mógł podjąć szczątki Fieldorfa, Pileckiego i Cieplińskiego (dodaję do tych nazwisk symbolinie Adameckiego i Oborskiego). Jeśli oczekiwanie to miałoby się znowu ponad miarę przeciągać, to wróciłbym do dawnego mego zamiaru: pochówku w Gdyni na Oksywiu. Chcemy sprowadzić do Polski prochy admirała Józefa Unruga, który leży we Francji w Montresor (11Tl. 1973). Ale admirał napisał w swoim testamencie, że tylko wtedy można będzie sprowadzić jego zwłoki do Polski, gdy jego podwładni, tak strasznie zgnębieni przez komunistów, będą mieli godny pochówek. Od dwudziestu kilku lat zabiegamy o to i myślę, że to w końcu dojdzie do skutku. Że zmądrzeje nasz establishment. I wtedy zabiorę te szczątki, tak jak kmdr. Zbigniewa Przybyszewskiego, i mam nadzieję, że nareszcie zidentyfikuje się szczątki kmdr. Jerzego Staniewicza, o co zabiegam od półtora roku. Trzech komandorów pochowamy z admirałem na Oksywiu, jeżeli w całej, rozległej kwaterze „Ł" nie znajdzie się na to miejsca.

Jak Pan ocenia stosunek ROPWiM do rodzin łączkowych?

- Podam przykład. Na czas ekshumacji został usunięty pomnik w kształcie muru, który wybudowaliśmy własnymi rękami 25 lat temu. Wzbogacaliśmy go co roku o tabliczki z nazwiskami pochowanych na Łączce; w miarę jak nasza wiedza się poszerzała. No więc na czas ekshumacji ten pomnik rozebrano i okazało się, że pod nim nikt nie leży. Myślałem, że wróci on na swoje miejsce. Dziś słyszę od pana Kunerta, że autor pomnika Dominik Mączyński wyraził zgodę na jego usunięcie. Czy on jest właścicielem tego pomnika? Mnie na przykład nikt o zdanie nie pytał. Takich rzeczy jest masa.

Czuje się Pan przez Andrzeja Kunerta zlekceważony, oszukany?

- To nie ja jestem zlekceważony i oszukany, ale my wszyscy. Pan Kunert jest może dobrym historykiem, ale bardzo złym urzędnikiem.



Rozmowa ukazała się na łamach Naszego dziennika z dnia 26/27 września 2015 r.