NL    PL link    ENG link

Dowgwillo_kop

Witamyblok wit|blok witNazwiskoblok wit|blok witHerbblok wit|blok witGenealogiablok wit|blok witKoligacjeblok wit|blok witAlbumy i wspomnieniablok wit|blok witHonor i Ojczyzna
Zdjęcia bezdomneblok wit| blok witAktualnościblok wit|blok witWarto przeczytaćblok wit|blok witWarto zobaczyćblok wit|blok witŻołnierze Wyklęciblok wit|blok witMatki Polkiblok wit
Polskie Kresyblok wit|blok witLekcja historiiblok wit|blok witŚpiewnik wileńskiblok wit|blok witPolecane witrynyblok wit|blok witBiblioteka

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Atak na świadomość
Witold Gadowski

Polska to nie tylko terytorium i ludzie, to także pewien przekaz - pewien niezmienny kod przechowywany i wzbogacany z pokolenia na pokolenie. To nie tylko pewien zapis kulturowy, ale także wspólny stosunek do tradycji, historii i obyczajów. To wreszcie wspólne legendy i mity. Bez takiej gleby naród więdnie, rozmywa się w innych żywiołach.

Polskość przetrwała nie dlatego, że toczyła się o nią walka zbrojna. Polskość dotrwała do nowożytności, bo niósł ją wspólny przekaz - wspólna wrażliwość, symbole, przestrzeń intelektualna. Polska wyodrębniła się jako zjawisko - właśnie dzięki temu, że kolejne pokolenia przekazywały ją sobie z ust do ust, z mózgu do mózgu jak rzecz najświętszą i bardzo zobowiązującą. W takim kontekście warto więc spojrzeć na to, co dzieje się z tym przekazem teraz. Czy ten najcenniejszy depozyt - podarowany nam przez przodków - jest dziś dostatecznie zabezpieczony? Czy świadomość naszego narodu nie jest dziś poddana dewastującym oddziaływaniom?

"DEMISTYFIKATORZY" NARODOWEJ LEGENDY

Twierdzę, że żyjemy w epoce sporego zagrożenia dla trwałości "polskiej substancji" Jest ona dziś dewastowana przez powszechną w edukacji i publicznej dyskusji pedagogikę wstydu.
Oczernia się polską historię, wmawia się Polakom, że polskość to nienormalność, a Polacy są narodem, którego tradycja i historia są jedynie ubogimi krewnymi wielkich europejskich dziejów. Atakuje się religię katolicką, przewartościowuje się narodową mitologię. W imię racjonalności szerzy się najbardziej irracjonalne przekonania. Odbrą-zawianie historii ma być lekarstwem na polskie wady. Tymczasem "demisty-fikatorzy" powstania warszawskiego, narodowych powstań i dziejów II Rzeczypospolitej nie wykazują najmniejszej dbałości o zasady logicznej spójności.
Jak bowiem można - jednym tchem -głosić, że powstanie było zbrodniczym wykwitem polskiej nieracjonalności i jednocześnie za wzór stawiać hrabiego Aleksandra Wielopolskiego? To właśnie Wielopolski wykazał się najbardziej zbrodniczym doktrynerstwem. Gdyby nie jego - przeprowadzona nawet wbrew zastrzeżeniom ze strony Rosjan - "branka", nie wybuchłoby powstanie styczniowe. Wielopolski jest zatem przykładem skrajnej nieodpowiedzialności, a nie - jak chcieliby "demistyfikatorzy historii" - wzorem organicznie działającego Polaka.
Ktoś, kto dewastuje narodową historię i wbija w świadomość Polaków uzurpatorskie tezy, zachowuje się skrajnie nielogicznie. Historii nie da się już zmienić. Racjonalny patriota działa jednak tak, aby wyciągnąć z niej jak najwięcej pożytków dla współczesności.
Nieracjonalny doktryner będzie dewastował jej rozumienie tylko i wyłącznie w imię własnego interesu.
Polsce potrzebne są własne, pielęgnowane przez pokolenia, legendy - ich rola jest istotna, nawet jeśli mają jedynie luźne zakotwiczenie w faktach.

KULTURKAMPF

Dzisiejszej Polsce najbardziej jednak szkodzi system mediów, jaki ukształtował się po 1989 roku. Media stanowią serce informacyjnego krwioobiegu, którym żywi się społeczeństwo. Tymczasem w naszym kraju najmocniejsze media nie tylko nie pielęgnują polskiego przekazu, ale - w sposób niemalże zorganizowany - zajęte są tępieniem wszystkiego, co dotychczas uchodziło za jądro takiej narracji.
Wydawane w Polsce gazety regionalne w dziewięćdziesięciu procentach należą do jednego niemieckiego właściciela. W tym wypadku nie jest prawdą, że kapitał nie posiada narodowości. Gdyby bowiem porównać treści rozpowszechniane w tych gazetach, to dojdziemy do zadziwiającej konstatacji - istnieje w nich dominująca wspólna część: propagowane jest tam to, co jest użyteczne dla Niemców i dezawuowane jest wszystko, co tradycyjnie określamy mianem polskiego patriotyzmu.
Główne polskie telewizje opanowane są przez zwolenników tępienia wszystkiego, co może być związane z polskim przekazem. Dzieje się tak, bowiem znaczące udziały w tych mediach posiada jedynie kapitał płynący od ludzi, którzy uprzednio związani byli z PRL-em i jej służbami specjalnymi. Trudno zatem od oficerów politycznych i propagandy-stów wymagać rzetelnego informowania o wydarzeniach i otwarcia na różne poglądy.
Łatwo więc zauważyć, że siły, które chcą rozmyć i unieważnić tradycyjny polski kod, są potężne i żywotnie zainteresowane powodzeniem swojego destrukcyjnego przedsięwzięcia. Co ciekawe, analogiczna do polskiej sytuacja nie byłaby w Niemczech w ogóle możliwa. Tamtejsze prawo zabrania bowiem koncentracji kapitału w dziedzinie mediów. Tak więc nabycie przez Polaków znaczących telewizji czy gazet w Niemczech byłoby po prostu wykluczone.

SONDAŻE, AUTORYTETY, BIZNES

Polski obieg informacji celowo zakłócany jest także przez wszelkie możliwe ośrodki formułowania opinii publicznej. Co chwila publikowane są skrajnie manipulacyjne badania socjologiczne, które tylko dla pozoru, ustrojone są w szatki naukowej powagi. W rzeczywistości chodzi o manipulowanie umysłami większości Polaków, tak aby odciąć ich od tradycyjnych autorytetów i ośrodków rzetelnej debaty. W miejsce prawdziwych autorytetów podstawiane są zakulisowo tworzone golemy. Takie „sterowane autorytety” zastępują ludzi rzetelnych i cedzą propagandę zmierzającą do oczerniania tradycyjnych polskich postaw.
Zdarzają się więc „autorytety” aktorzy, „autorytety” artyści, często do tego grona dołączany jest popularny sportowiec – zwykle jednak nie grzeszący intelektualnym wyrobieniem. Jeśli spojrzymy na stalinowskie – w swej poetyce – hołdy artystów dla Bronisława Komorowskiego, które miały miejsce przed ostatnimi wyborami prezydenckimi, to mechanizm tej sztuczki staje się w pełni jawny.
Znaczącą role w niszczeniu polskiego kodu ma także układ biznesowo – finansowy, jaki ukształtował się po zmianie PRL w Trzecią RP.  Polska „finansjera” ma bardzo jednolitą – postubecką i postpezetperowską – prowaniencję. Ludzie, którzy w czasach PRL żyli z opluskwiania polskiej tradycji, teraz maja kieszenie wypchane pieniędzmi i z chęcia inwestują te środki we wszystko, co pozwala im czuć się bezpiecznie i komfortowo.
Kiedy więc znajdują się ludzie chcący budować prawdziwie polskie media, trudno znaleźć im biznesowe wsparcie w bardzo jałowej i jednorodnej tkance polskiego kapitału.
Przykładem antypolskiej polityki jest działalność Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, którego prezesem została właśnie zastępczyni komunistycznego prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego, Magdalena Sroka. Osoba uwikłana w aferę związaną z nieudanym pretendowaniem Krakowa do roli organizatora zimowych igrzysk olimpijskich. Sroka dała się już poznać jako osoba zainteresowana skrajnie lewicowym i antypolskim przekazem

CO CZYNIĆ?

Musimy wytężyć wszelkie siły, aby po dwudziestoletniej zapaści, zbudować narzędzia służące zabezpieczeniu i przechowaniu nienaruszonego depozytu polskich treści. Jeśli chcemy, aby fenomen polskości trwał musimy koniecznie odbudowac polskie media! Stosunkowo najłatwiej będzie oddać Polakom media publiczne – to wszystko co pozostało po złych i dewastujacych rzadach politycznych politruków.  Jeśli poolski obóz wygra jesienne wybory, droga do zmian w mediach publicznych będzie otwarta. Będzie to trudna walka, ale sukces jest w tym wypadku zupełnie realny.

Dużo gorzej wygląda sytuacja na rynku tzw „mediów komercyjnych”. Tu przeszkodą staje się przede wszystkim, wspomniana już struktura polskiego kapitału. Proszę nie wierzyć w to, że kapitał nie ma pogladów. Po prostu nie da się robić patriotycznych, propolskich mediów za pieniądze postkomunistycznego kapitału. Taki eksperyment jest góry skazany na szkodliwe koncesje, a w efekcie na bycie „produktem zastępczym”. Kilka tygodników, niewielkich rozgłośni radiowych i dwie telewizje nie stanowią siły, która mogłaby zabezpieczyć i przechować polski przekaz. Potrzebny jest świadomy i masowy wysiłek skierowany na odbudowę polskiej własności na naszym rynku medialnym. Towarzyszyć temu powinny konkretne inicjatywy ustawodawcze, takie jak choćby – lansowany przeze mnie od dwóch lat – pomysł wprowadzenia ustawowego zakazu reklamowania się w mediach za środki budżetowe samorządowe i europejskie! Już tylko taka regulacja prawna mogłaby dokonać istotnej zmiany w rzeczywistości dzisiejszych mediów.
Należy także wprowadzić przepisy chroniace polski interes państwowy i narodowy w mediach.
Najważniejszą jest jednak prosta świadomość tego, że – zwłaszcza w obiegu informacyjnym – kapitał posiada narodowość, ba – skwapliwie realizuje interesy z tej narodowości wynikające. Oddanie Niemcom i postkomunistom najważniejszej części polskiemo rynku medialnego musiało przynieść zatrważające efekty. Polacy i tak zachowują się w takiej sytuacji rozsądnie. Przyzwyczajeni do odczytywania medialnej propagandy są wobec niej dużo ostrożniejsi niż mieszkańcy innych krajów naszego kontynentu.
Odbudowania polskiego obiegu informacji jest jednym z najpilniejszych zadań jakie czekają ludzi chcących zabezpieczyć odwieczny, polski testament.

Żródło: http://www.gadowskiwitold.pl