NL    PL link    ENG link
 


Dowgwillo_kop

Witamyblok wit|blok witNazwiskoblok wit|blok witHerbblok wit|blok witGenealogiablok wit|blok witKoligacjeblok wit|blok witAlbumy i wspomnieniablok wit|blok witHonor i Ojczyzna
Zdjęcia bezdomneblok wit| blok witAktualnościblok wit|blok witWarto przeczytaćblok wit|blok witWarto zobaczyćblok wit|blok witŻołnierze Wyklęciblok wit|blok witMatki Polkiblok wit
Polskie Kresyblok wit|blok witLekcja historiiblok wit|blok witŚpiewnik wileńskiblok wit|blok witPolecane witrynyblok wit|blok witBiblioteka

 

 

Pułkownik Reinhard Gehlen, ok. 1943

 
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

AGENCJA 1141 "POLSKIE OBOZY KONCENTRACYJNE"
Piotr Lewandowski

Ponieważ ostatnio Polska stała się obiektem kolejnej fali oszczerstw, za pomocą których usiłuje się nas wmanipulować we współodpowiedzialność za Holocaust sądzę, że warto naświetlić genezę zjawiska pozwalającego mówić amerykańskiemu prezydentowi o "polskich obozach śmierci", szefowi FBI stawiać nas na równi z Niemcami, zaś różnym moralistom spod zna ku "Holocaust industry" oskarżać Polaków o niechęć do zmierzeń ia się z"ciemną stroną swojej historii" - jak ujął to na łamach "Washington Post" Laurence Weinbaum w reakcji na nasze protesty po wypowiedzi Jamesa B. Comeya. Jest to historia tyleż ciekawa, co niemal zupełnie przemilczana, a szkoda, bo pozwala zrozumieć, że zbitka "polskie obozy koncentracyjne" funkcjonująca w zagranicznych mediach, nie jest żadnym "skrótem myślowym" lecz została wprowadzona do obiegu z pełną premedytacją. Możemy dzięki temu unaocznić sobie, jak istotną rolę odgrywa konsekwentnie prowadzona polityka historyczna i w jaki sposób znajduje ona przełożenie na całkiem wymierne polityczne i gospodarcze korzyści.

Ale od początku. Po drugiej wojnie światowej pokonane Niemcy (a właściwie część zachodnia! postanowiły, podobnie jak Japonia, że skoro nie udało się wygrać wojny, to należy wygrać pokój. Wiązało się to z koniecznością odbudowy ekonomicznej potęgi RFN, do tego zaś niezbędne było koło zamachowe w postaci eksportu - kluczowego dla rozwoju gospodarki narodowej. I tu pojawił się problem, bowiem w powojennym świecie wiele państw, mając świeżo w pamięci hitlerowskie barbarzyństwo, stosowało bojkot niemieckich towarów. Trzeba było coś wymyślić - i wymyślono. Otóż w kręgach Organizacji Gehiena (Gehlen Organisation), czyli niemieckiego wywiadu, poprzedniczki BND, postanowiono przeprowadzić szeroko zakrojoną akcję poprawy wizerunku Niemiec na arenie międzynarodowej. Reinhard Gehlen - generał Wehrmachtu, który tuż po wojnie przewerbowal się na stronę Amerykanów - użył do tej operacji Agencji 114 (Dienststelie 114), czyli tajnej komórki wewnętrznej Gehlen Organisation, pełniącej funkcję kontrwywiadu. I to właśnie szef Agencji 114, Alfred Benzinger, zwany "Grubasem" - "der Dicke" (w "poprzednim wcieleniu" sierżant tajnej policji wojskowej Geheime Feidpolizei), zaproponował w 1956 r. rozpropagowanie terminu "polskie obozy koncentracyjne". Cel był jasny - stosując tę manipulację semantyczną zdjąć z Niemców choć część odium winy za zbrodnie wojenne, w tym holocaust, a w domyśle przerzucić odpowiedzialność na Polaków. Warto zauważyć, że już wtedy pojawiło się wytłumaczenie obecne w mediach do tej pory - że termin ma jedynie w sposób skrótowy odnosić się do hitlerowskich obozów na terenie Polski. Odrobina fałszu w historii- stwierdził Benzinger - po latach może łatwo przyczynić się do wybielenia historycznej odpowiedzialności Niemiec za Zagładę.

Jak widzimy obecnie, Alfred "der Dicke" Benzinger miał nie sto, lecz dwieście procent racji. Operacja na masowej świadomości opinii międzynarodowej po kilku dziesięcioleciach konsekwentnego sączenia kłamstwa udała się ponad najśmielsze oczekiwania i jej inicjatorów. W tym miejscu trzeba nadmienić, że jej powodzeniem funkcjonariusze zachodnioniemieckich służb byli zainteresowani również ze względów osobistych. W formalnie "zdenazyfikowanych" Niemczech to właśnie tworzona pod amerykańskimi skrzydłami nowa "demokratyczna" bezpieka stała się azylem dla licznych hitlerowców, w tym również zbrodniarzy wojennych.

Osobną sprawą jest bierność komunistycznych władz PRL wobec tej uprawianej na ich oczach propagandy. Ci sami aparatczycy, którzy na użytek wewnętrzny grzmieli o niemieckim rewanżyzmie oraz podkreślali przy każdej okazji hitlerowskie okrucieństwa, na arenie międzynarodowej milczeli. Czyżby zlekceważyli "podżegaczy z Bonn"? A może padł zakaz ze strony towarzyszy z Moskwy? Kreowanie wizerunku Polski jako kraju zdziczałych antysemitów było Kremlowi na rękę - Zachód mógł umyć ręce, bo skoro Polacy mordowali Żydów, to lepiej niech ktoś sprawuje nad nimi kontrolę, niechby i Sowieci. Manewr ten przećwiczono z dobrym skutkom za sprawą prowokacji kieleckiej w 1946 r. Wystarczyło tylko kontynuować tamtą linię.

Dziś termin ukuty przez Alfreda "Grubasa" Benzingera stał się medialnym samograjem, nieodłącznym elementem wzajemnie się napędzających, multiplikowanych w tysiącach miejsc kłamstw, półprawd i przeinaczeń - przy czym najprawdopodobniej większość stosujących go ignorantów nawet nie zdaje sobie sprawy, w czym bierze udział - i jest to kolejny sukces Agencji 114. Aby go odkłamać - a bez tego nie wywikłamy się z propagandowej matni, w którą nas wpędzono - potrzeba co najmniej równej determinacji i zręczności, jaką wykazali się podwładni Reinharda Gehiena. Lecz by to osiągnąć, trzeba wpierw pognać tych, którzy dziś polską rację stanu zamieniają na protekcjonalne poklepywanie po plecach przez niemiecką kanclerz i innych możnych tego świata.

Linki:
http://en.wikipedia.org/wiki/Reinhard_Gehlen
http://pl.wikipedia.org/wiki/Agencja_114


 

Żydowskie komory gazowe

Czy można uwierzyć, że Żyd, osoba starannie wykształcona i będąca na dodatek wnukiem ofiar Holokaustu, może nie wiedzieć, że komory gazowe były zaprojektowane i wybudowane przez niemieckich ludobójców? Pytanie wydaje się być z rodzaju tych retorycznych. Takiej możliwości nie ma.Taka osoba musi znać prawdę niemalże od kołyski. Dlaczego zatem Żyd Tal Harris, doktoryzujący się na Uniwersytecie Goethego we Frankfurcie, którego dziadkowie zginęli w Holokauście, napisał ostatnio w popularnym izraelskim dzienniku Jeruzalem Post" o "polskich komorach gazowych"?

On tak napisał, gdyż wymaga tego wielka skoordynowana akcja obarczania Polaków odpowiedzialnością za niemieckie zbrodnie. Tal Harris i jemu podobni doskonale wiedzą, że takie słowa są kłamstwem. Oni wiedzą także, że Polaków słusznie to oburza. Jednak wiedzą oni również,że poza Polską historyczni analfabeci taką wersję bezrefleksyjnie łykają, zwłaszcza że wtłaczana jest im ona do głów już od wielu lat. Dlaczego zatem oni to robią? Otóż Polskę i Polaków trzeba całemu światu obrzydzić. Obrzydzić do tego stopnia, żeby w momencie, gdy wybije godzina zero i zacznie być wdrażany tajemniczy plan zagospodarowywania Polski na nowo, światowa opinia publiczna ze spokojem przyjęła tę wielką tragedię Polaków, jaką już dawno temu postanowiono im zgotować. Świat ma potraktować to jako sprawiedliwość dziejową i zadośćuczynienie ofiarom za "polskie obozy śmierci" i "polskie komory gazowe".

Rodzimi zdrajcy, uczestniczący w tym antypolskim spisku, tłumaczą nam, że są to zwykłe pomyłki historycznych ignorantów wynikające z tego, że zarówno obozy, jak i komory gazowe istniały na te renach okupowanej Polski. Należy zastanowić się, dlaczego nikt nie myli się i nie pisze o żydowskich obozach koncentracyjnych i o żydowskich komorach gazowych? Skoro cały świat sądzi, że ginęli tam tylko Żydzi, to takie pomyłki powinny zdarzać się równie często.
Jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności nikt takich kłamliwych skrótów myślowych nie używa.

Czy Polacy są w stanie się jeszcze obudzić, czy obudzę się z ręką w nocniku?

ipw

Żródło: Gazeta Warszawska